Wybierz region

Wybierz miasto

    Michał Zblewski, olimpijczyk z Tczewa: nie pojechał do Aten, za to wystartował w Turynie

    Autor: Zbigniew Brucki

    2006-03-08, Aktualizacja: 2006-03-07 20:21

    Tczewianin Michał Zblewski marzył, by wystąpić na olimpiadzie. Pilnie trenował, a że talent do lekkoatletyki popierał olbrzymią pracowitością, szybko wdarł się do krajowej elity, zdobywając medale mistrzostw Polski.

    Tczewianin Michał Zblewski marzył, by wystąpić na olimpiadzie. Pilnie trenował, a że talent do lekkoatletyki popierał olbrzymią pracowitością, szybko wdarł się do krajowej elity, zdobywając medale mistrzostw Polski. Wydawało się, że jego marzenie się spełni i wystartuje w letnich igrzyskach olimpijskich. Nie omijały go jednak kontuzje. To przez nie nie pojechał do Aten. Powiesił kolce na przysłowiowym kołku. Po 1,5-rocznym rozbracie wrócił jednak do sportu. Już jednak nie na bieżnie i skocznie lekkoatletyczne. Został bobsleistą. Kilkanaście miesięcy później spełniło się jego marzenie. Z orzełkiem na piersi wystartował w zimowej olimpiadzie w Turynie.


    Cieszymy się bardzo, że Michał odnalazł się ponownie w sporcie, a że tak niebezpiecznym, to już jego wybór - mówią rodzice Zblewskiego. - Jego występy przynoszą nam ogromną radość i dumę. Razem z nim przeżywamy jego sukcesy i porażki. Życzymy mu wytrwałości i szybkich zjazdów na własnym bobsleju.
    A jak doszło do tego, że zawodnik z miasta nie mającego zimowych tradycji sportowych znalazł się na olimpiadzie w Turynie?
    - To długa opowieść - mówi Michał Zblewski. - Nie omijały mnie kontuzje. Udawało się je jednak wyleczyć i wracałem do lekkoatletyki. Teraz wiem, że za szybko wznawiałem treningi i kontuzje się pogłębiały. Z powodów zdrowotnych odebrano mi sportowe stypendium. Musiałem podjąć pracę. Choć z trudem, ale oswajałem się z zerwaniem ze sportem. Przy biurku nie byłem jednak najszczęśliwszy.
    Przygoda naszego bohatera z bobslejami zaczęła się jesienią 2004 r. Trener polskiej kadry bobsleistów, Andrzej Żyła zaprosił kilkunastu czynnych i byłych sportowców na testy do Liberca w Czechach.


    - Było nas dwunastu, w tym trzech rugbistów Arki Gdynia - wspomina Michał Zblewski. - Na tzw. ścieżce trzeba było pchać na szynach bobslej, były też testy siłowe i szybkościowe. Trener wybrał ośmiu, po czterech do dwóch składów.
    Przez pierwszą część sezonu Zblewski jeździł w II zespole, ale szybko robił postępy, więc już w połowie sezonu trafił do pierwszego teamu z Dawidem Kupczykiem, Mariuszem Latkowskim i Ireneuszem Żurawiczem. By pojechać na olimpiadę Polacy musieli podczas startów w Pucharze Świata przynajmniej dwukrotnie zająć minimum 16 miejsce. W sezonie 2004/2005 ta sztuka naszym bobsleistom się nie udała. Co się odwlecze...
    W sezonie 2005/2006 Żurawicza w pierwszym zespole zastąpił Marcin Płacheta i Polacy już w inauguracyjnym występie w Pucharze Świata ?zmieścili się? w szesnastce. Ostatecznie z siedmiu startów tylko w jednym zajęli miejsce poza czołową ?16? i marzenie występów w turyńskich igrzyskach stało się realne.
    Polacy nie dysponowali w Turynie tak nowoczesnym sprzętem jak choćby Rosjanie, nie mówiąc już o Niemcach, więc szans na czołowe lokaty nie mieli.
    - Wszyscy znali nasze kłopoty ze sprzętem - mówi Michał Zblewski. - Swego boba pożyczyli nam Rosjanie, ale kiedy zobaczyli jakie na nim uzyskujemy czasy, zabrali go nam. Ostatecznie poratowali nas Duńczycy, ale już nie tak dobrym bobslejem jak ten od Rosjan.


    Po czterech ślizgach Polacy ukończyli rywalizację na 15 miejscu, z łączną stratą 2,6 sek. do najlepszych, czyli Niemców.
    - Już po powrocie do kraju mieliśmy spotkanie z naszym trenerem, od którego dowiedzieliśmy się, że nie wiadomo, czy Polski Związek Sportów Saneczkowych podejmie decyzję o dalszym prowadzeniu - i co się z tym oczywiście wiąże - finansowaniu dyscypliny, którą uprawiamy - mówi Michał Zblewski. - Jeśli decyzja będzie niepomyślna dla nas, trzeba będzie znaleźć inne zajęcie (Michał Zblewski w 2004 r. ukończył gdańską Akademię Wychowania Fizycznego i Sportu z tytułem magistra, trenera lekkoatletyki II klasy - przyp. aut.). Nigdy jednak nie zapomnę niesamowitych wrażeń związanych z występami na olimpiadzie. Dwa momenty szczególnie utkwiły mi w pamięci. Pierwszy to - jeszcze w kraju - składanie olimpijskiego ślubowania. No i ten drugi, kiedy podczas uroczystego otwarcia olimpiady w Turynie wchodziliśmy na wypełniony po brzegi stadion. Dreszczy, które wtedy mnie przeszywały nie zapomnę chyba do końca życia. A pozasportowe doznania? Nie było na nie czasu. Mieszkaliśmy w wiosce olimpijskiej w Sestriere i startowaliśmy 100 km od Turynu. Raz tylko udało nam się pojechać do Turynu i zwiedzić to piękne stare miasto... i to wszystko - dodał.


    • O Michale Zblewskim mówi Józef Krawczykiewicz, jego długoletni trener z Sambora Tczew


    - Michała poznałem, kiedy był uczniem tczewskiej Szkole Podstawowej nr 1. Jego nauczycielem wf. był wówczas Bogdan Kłodda. To on skierował Michała do grupy młodzików w SP 10, którzy pod kierunkiem Waldemara Wasilewskiego trenowali sprinterskie biegi. Już wówczas uczestniczył też równolegle w zajęciach starszej grupy, które ja prowadziłem. Kiedy ukończył wiek młodzika i przeszedł na stałe do mojej grupy treningowej, a było to równo 10 lat temu, zaproponowałem mu uprawianie wieloboju. Jak ogromną pracę musiał wykonać, wiemy tylko ja i on, ale już po sześciu miesiącach zdobył srebrny medal mistrzostw Polski juniorów młodszych w 10-boju. A trzeba dodać, że rywalizował wówczas ze starszymi od siebie o rok. Jego pracowitość na codziennych treningach procentowała medalami zdobywanymi w wielobojach w kolejnych latach zarówno w halowych jak i otwartych mistrzostwach Polski. W sumie Michał wywalczył w mistrzostwach Polski pięć złotych, srebrny i brązowy krążek. Choć nie omijały go kontuzje, nie poddawał się i wznawiał treningi. Kiedy w 2001 roku po raz kolejny poprawił swój rekord życiowy w 10-boju i zdobył złoty medal w mistrzostwach Polski młodzieżowców miałem nadzieję, że seniorska kariera sportowa przed nim. Niestety, kontuzja przekreśliła te oczekiwania. Już myślałem, że Michał dał sobie spokój ze sportem. Brawa, że znalazł sobie w nim miejsce. Nigdy bym nie przypuszczał, że będzie reprezentował Polskę w bobslejach i to na olimpiadzie.

    Sonda

    Czy chcesz utworzenia województwa Środkowopomorskiego?

    • NIE (60%)
    • TAK (28%)
    • NIE OBCHODZI MNIE TO (12%)