Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Tak odradzało się pomorskie łowiectwo. Knieja jak panna bez wdzięków

Andrzej Gurba
Andrzej Gurba
Polowania po pierwszej wojnie światowej
Polowania po pierwszej wojnie światowej NAC
Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości pomorscy myśliwi zaczęli myśleć o zrzeszeniu się. Taka organizacja powstała jednak dopiero w 1928 roku. Nazywała się Pomorskie Towarzystwo Łowieckie.

W lipcu 1927 roku w Toruniu spotkało się kilka osób, aby zainicjować powstanie pomorskiego łowieckiego stowarzyszenia, a wśród nich Stanisław Ossowski, późniejszy pierwszy prezes Pomorskiego Towarzystwa Łowieckiego. Do pierwszego formalnego, oficjalnego spotkania powołującego do życia PTŁ doszło 15 czerwca 1928 roku. Odbyło się one w Grudziądzu. Wybrano władze. Każdy powiat miał jednego łowczego. W pierwszych latach działalności do stowarzyszenia należało od 100 do 150 myśliwych, a więc nie było ich dużo. Tłumaczy się to koniecznością opłacania dosyć wysokich składek. PTŁ działało w zasadzie do 1938 roku, kiedy to zamieniło się na pomorski oddział Polskiego Związku Łowieckiego. Wtedy liczyło około 900 członków.

Trudne początki pomorskiego łowiectwa

Tadeusz Komierowski, drugi z kolei prezes Pomorskiego Towarzystwa Łowieckiego wspominał na łamach fachowej prasy, iż początki z wielu powodów były bardzo trudne.

- Praca opierała się na niewielkim bardzo gronie prawdziwie ideowych myśliwych dążących do niesienia w zespół jak najszerszy kagańca oświaty łowieckiej oraz, że środki którymi dysponowaliśmy były minimalne, a zadanie w tych warunkach bardzo trudne i mozolne, ponadto też z uwagi na to, że bardzo poważny odsetek myśliwych na Pomorzu należał i należy do mniejszości narodowych - mówił Komierowski.

Pierwszy na Pomorzu konkurs wyżłów

W Chojnicach w 1922 roku powstał Zachodnio-Pomorski Klub Myśliwski. Było 40 członków. Klub stawiał sobie za cel m.in. szerzenie etyki łowieckiej, zwalczanie kłusownictwa, przestrzegania tradycji i gwary łowieckiej. Klub zajmował się również organizacją konkursów strzeleckich, polowań zbiorowych, pikników łowieckich oraz hodowlą psów myśliwskich. Chojnicki klub zorganizował w 1934 roku pierwszy na Pomorzu konkurs wyżłów.

Jednym z twórców pomorskiego stowarzyszenia łowieckiego był dr Jan Paweł Sirwind-Łukowicz z Chojnic. Urodził się 1886 roku.

- Od lat młodzieńczych wzrastał w atmosferze etyki łowieckiej, zrozumiał, że zwierzyna leśna to ozdoba, to bogactwo narodowe, którym trzeba umiejętnie i zapobiegliwie dysponować - pisał o Łukowiczu w 1938 roku Józef Kobylański. - Nie należał nigdy do kategorii "myśliwych", którzy bez hamulca i opamiętania biją do każdej zwierzyny. On to pobudził i zachęcił leśników państwowych i prywatnych do zajęcia się hodowlą psa myśliwskiego, on wskazał metodę układania psów do pracy w polu i w lesie, on założył rodowodową księgę pomorskich psów myśliwskich. Dr Łukowicz przeprowadził pierwszy na Pomorzu w r. 1924 w wolnej Polsce konkurs wyżłów dowodnych, a za tym konkursem poszły następne w latach 1930, 1931, 1932, 1933, 1934, 1936 i 1937. Polowanie jest jedyną i potrzebną mu rozrywką po wyczerpującej pracy lekarza - chirurga. Zacny dom jego, w którym miałem zaszczyt gościć latem 1937 roku, zdobią liczne własne trofea. Ujrzałem tu chyba największe pomorskie muzeum łowieckie.

Jak wyglądały pomorskie łowiska?

A jak wyglądały pomorskie łowiska? Leon Ossowski pisał, że kiedy w 1920 roku Polska przejęła od zaborców pomorskie lasy, to zwierzyna łowna była zdziesiątkowana przede wszystkim z powodu wojny.

- Nie było w lasach pomorskich prawie żadnych jeleni, z rzadka odbywała się nieśmiała pieść głuszca, sarn i szaraków była bardzo nieznaczna ilość, słowem knieja pomorska w czasie tym podobna była do tej przysłowiowej panny bez wdzięków - klarował Ossowski.

Zobacz także:
100 lat temu na łowach. Tak wyglądały polskie polowania zbiorowe

W ciągu kilkunastu lat odbudowano populację zwierzyny łownej. Było dużo jeleni, saren. - Atrakcją łowisk pomorskich, to zwierzyna bardzo tajemnica i mało znana ogółowi myśliwych, są daniele. Stan danieli na Pomorzu, pomimo niesprzyjających warunków klimatycznych, powiększa się dzięki racjonalnej hodowli z roku na rok, a trofea zdobyte na Pomorzu w formie wspaniałych, szerokich i rozłożystych łopat danielich upiększają niejeden gabinet myśliwski - pisał Ossowski. Nie brakowało dzików, które już wtedy dawały się mocno we znaki rolnikom niszcząc uprawy. Prawdziwe "zatrzęsienie" było szaraków oraz królików, które nazywano wtedy proletariatem kniei. Królików było tak dużo, że zagrażały uprawom leśnym i rolnym. Myśliwym jednak nie przeszkadzały, bo mogli oni dzięki temu "wprawiać się" w strzelaniu. W pomorskich przedwojennych lasach zagościły też licznie lisy, borsuki, gronostaje, tchórze, chomiki, łasice. Nie brakowało także kuropatw, bażantów. Zwiększono populację głuszców, ale niewiele. W 1938 roku było ich na Pomorzu zaledwie około 200.

Zapraszamy do obejrzenia starych fotografii:

Polowania po pierwszej wojnie światowej

Tak odradzało się pomorskie łowiectwo. Knieja jak panna bez wdzięków

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na tczew.naszemiasto.pl Nasze Miasto